wtorek, 15 sierpnia 2017

Co wybrać na początek? Kosmetyki The Ordinary.

Co wybrać na początek? Kosmetyki The Ordinary.


I nigdy nie będzie już jak dawniej. Nastała era The Ordinary, a także innych marek wchodzących w skład Deciem. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek jakaś marka wywarła tak wielki wpływ na rynek kosmetyczny i  na świadomość klientów. Nie udało się to największym gigantom na świecie. Czy wiecie, że na podkłady The Ordinary zapisało się 50, choć krążyły plotki, że liczba ta sięgnęła nawet 200 tysięcy osób? Minimalizm, skuteczność a wszystko to połączone z cenami dla każdego, to prawdziwy sukces! The Ordinary pokazało, że tanie kosmetyki też mogą działać, pod warunkiem że stworzy się mądre, nie oszukane formuły. 
Każda formuła jest jasno i czytelnie opisana na stronie. Znajdziecie tam także tabelę, co z czym i w jaki sposób stosować. Jestem zachwycona wizją jaką prezentuje marka. Mam nadzieję, że choć trochę ukróci to nosa wszystkim bajkopisarzom, którzy za miliony wydawane na reklamy, w pięknych butelkach sprzedają chłam. Nie boję się tego słowa użyć!
Trochę zagrzytało kiedy pojawiły się plotki o przejęciu The Ordinary przez koncern Estee Lauder, szczególnie w temacie testowania produktów na zwierzętach. Jak poinformował mnie polski dystrybutor, koncern rzeczywiście wszedł do gry, ale jako jeden z wielu inwestorów. Nie będzie to miało znaczenia dla jakości produktów i tak jak do tej pory wszystkie one nie będą testowane na zwierzętach. Ma za to poprawić, to co mocno kuleje czyli dostępność.
Jakiś czas temu mogliście przeczytać na blogu o kilku produktach The Ordinary jakie miałam (czytaj, podsumowanie The Ordinary).  Zdążyłam już kupić i przetestować kolejne, nie mówię ostatniego słowa  w temacie, na pewno jeszcze coś przygarnę, choć teraz kusi mnie NIOD. 
Dzisiejszy wpis to moje propozycje dla początkujących. Obecnie The Ordianry to ponad 30 formuł, trudno się zdecydować, być może trochę ułatwię Wam wybór. Pamiętajcie, że The Ordinary to zabawa tymi formułami, kombinowanie. Nie bójcie się nakładać produktów warstwami.

Buffet, serum do twarzy z peptydami.

W ostatnich latach  produkty z peptydami budzą szczególne zainteresowanie. Wynika to z faktu, że są one podstawowym składnikiem budulcowym wszystkich organizmów żywych. Przez długi czas stosowano je tylko w produktach profesjonalnych, nie były dostępne powszechnie. Peptydy są składnikami o silnym działaniu przeciwzmarszczkowym i mają niewiele skutków ubocznych. The Ordinary ma w swojej ofercie kilka produktów z peptydami. Buffet jest moim zdaniem produktem optymalnym, najbardziej zaawansowanym i kompleksowym, bo zawiera różne rodzaje peptydów, mogących naprawdę efektywnie działać. Serum zawiera imponujący koktajl składników mających wpływ na opóźnienie efektów starzenia:kwas hialuronowy, gliceryna, aminokwasy, probiotyki i gwiazdy formuły, czyli kompleksy peptydów. Matrixyl 3.000, Matrixyl Synthe’6, Syn-Ake i Relistase. Serum ma żelową konsystencję, przez co jest trochę mniej wydajny niż inne sera. Szybko się wchłania, świetnie nawilża. Sprawia, że cera jest wygładzona, delikatne zmarszczki ulegają spłyceniu, jest jędrna i gładka. Stosuję go zazwyczaj rano po oczyszczeniu cery, a przed nałożeniem kolejnego serum (Najczęściej z witaminą C). Buffet to pozycja obowiązkowa dla Wszystkich 30+. ( 30ml/69zł)

Argireline Solution 10%,

 Kolejne serum peptydowe. Argirelina to produkt stosowany dość powszechnie, bo to najlepszy składnik rozluźniajacy napięcie mięśniowe. Redukuje zmarszczki, często porównuje się ją do botoksu. To oczywiście nadużycie, biorąc pod uwagę fakt, że mało kto stosuje ją w skutecznym stężeniu 10% ( ha ha).
Serum powinno być stosowane raczej miejscowo, w okolice oczu i ust. Ja stosuję go wokół oczu właśnie, przed nałożeniem kremu. Kupiłam też masażer i teraz eksperymentuję z tym urządzeniem. Samo serum jest genialne, rewelacyjnie wygładza skórę wokół oczu. Kupię ponownie. (30ml/34zł)
 
 Ascorbyl Glucoside Solution 12%, Serum z witaminą C

Mam jeszcze dwa sera The Ordinary z moim ulubionym składnikiem, jakim jest witamina C i uważam, że właśnie ta jest jest najlepsza. Ma najlepszą formułę, szybko się wchłania i co niezwykle istotne witamina C w nim zawarta charakteryzuje się powolnym wchłanianiem i tym, że ma ona możliwość przenikania w głębsze warstwy skóry. Serum wchłania się do matu, nadaje się pod makijaż, świetnie współgra z innymi produktami. Serum genialnie rozpromienia cerę, walczy z pierwszymi oznakami starzenia, redukuje przebarwienia.Polecam! (30ml/59zł)



Advanced Retinoid 2%, serum z retinoidami.

To mój pierwszy kosmetyk z witaminą A, nie jestem zwolenniczką stosowania retinolu w zbyt młodym wieku i już! Na wszystko jest pora i czas, na mnie przyszedł on właśnie teraz kiedy skończyłam 37 lat. Skusiłam się właśnie na The Ordinary, bo proponuje on formułę opartą na na nowej, skutecznej i co istotnej łagodniejszej, nowej generacji retinoidów. 
Serum ma przyjemną, kremową i bogatą formułę, która łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. I robi wszystko to co powinien, czyli spłyca drobne zmarszczki, rozjaśnia przebarwienia, walczy z niedoskonałościami i wydzielaniem sebum. A wszystko to bez jakichkolwiek podrażnień, nieprzyjemnego łuszczenia o którym tyle się naczytałam. Używam dwa do trzech razy w tygodniu, po oczyszczeniu buzi, odczekuję jakiś czas i nakładam krem na noc (obecnie jest to Lush Botanicals). Ta forma retinoidów będzie świetnym rozwiązaniem dla początkujących z witaminą A, na pewno w zimie będę eksperymentować dalej i kupię preparat z czystym retinolem.(30ml/ 46zł)

Salycilic Acid 2%, Serum z kwasem salicylowym.

Nie ma lepszego składnika jeśli chodzi o zwalczanie niedoskonałości niż kwas salicylowy. Kwas salicylowy posiada bardzo małe cząsteczki dzięki czemu, ma zdolności przenikania w głębsze warstwy naskórka. Super dla cery tłustej i trądzikowej. Zwęża pory i spłyca zmarszczki. Działa przeciwzapalnie, przeciwtrądzikowo, odnawia i odmładza skórę. Brać, brać nie zastanawiać się! (15ml/22zł)

I co na co się skusicie?

Ściskam.Iwona. 

niedziela, 13 sierpnia 2017

Kojąca maska do twarzy. Evercalm Ultra Comforting Mask. REN

Kojąca maska do twarzy. Evercalm Ultra Comforting Mask. REN




Nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez maseczek. Uważam, że każdy rodzaj cery ich potrzebuje, nie jestem za to zwolenniczką lansowanej w internecie częstotliwości ich nakładania. Codzienne maseczkowanie, może przynieść więcej złego niż dobrego. Przerobiłam to na sobie, zadowalających efektów nie uzyskałam, raczej nie wrócę do tego schematu. Równie istotny jak częstotliwość jest rodzaj nakładanej maseczki. Te głęboko oczyszczające mimo, tego że mam problematyczną cerę, więc ich częste nakładanie kusi, nakładam rozsądnie, raz do dwóch razy w tygodniu. Staram się zapewnić równowagę cerze, nawilżam ją i koję, bo bywa odwodniona. Evercalm Ultra Comforting Rescue Mask REN, nadaje się do tego celu idealnie. Sięgając pamięcią do moich dotychczasowych doświadczeń z maskami związanych, stwierdzam, że nie miałam bardziej kojącej i komfortowej maski. 
W masce zastosowano po raz pierwszy jeśli chodzi o produkt kosmetyczny oryginalny ekstrakt z białych grzybów, który Uwaga! odstresowuje skórę poprzez blokowanie sygnałów bólowych i zapalnych do mózgu. Serio?! Brzmi nadzwyczaj poważnie ale sorry REN, mnie to nie kupuje. 
Pomijając ten slogan, maska ma porządny skład na bazie tylko naturalnych składników, bez substancji niepożądanych. Jej zapach jest w stu procentach naturalny. 
Evercalm uwielbiam, za jej jedwabistą, kremową konsystencję, która już w momencie zetknięcia się z palcami sprawia wrażenie niezwykle delikatnej. Nakładając ją na twarz czuję jak bym nakładała na buzię opatrunek. Jej właściwości sprawiają iż jest idealna dla cer zaczerwienionych, podrażnionych słońcem czy spierzchniętej wiatrem. Cery suche a także narażone na zmiany czasu czy stres będą równie zadowolone. 
Maseczkę nakładam w zależności od potrzeb, cienką warstwą na buzię. Producent mówi o pozostawieniu jej na 10 minut, ja często robię to dłużej. Następnie usuwam pozostałości przy pomocy wacika nasączonego nawilżającym tonikiem (polecam Wam tę metodę!). A potem, no cóż, jest wspaniale. Cera jest ukojona, aksamitnie miękka, nawilżona, gładka. Jej koloryt zostaje delikatnie wyrównany i zyskuje ona na promienności. Maska REN to mój nieodłączny element pielęgnacji po dniu spędzonym na plaży. Słońce, wiatr, duże ilości filtrów sprawiają, że cera zaczyna kaprysić. Maska pomaga mi wrócić do jako takiej równowagi. Nakładam ją zawsze wtedy, gdy mam ciężki stresujący dzień, zmęczona cera to uwielbia.
Bardzo Wam polecam ten produkt ( Galilu, 199zł, lookfantastic 28 funtów)

Ściskam. Iwona
 

środa, 9 sierpnia 2017

Rapid Radiance Cleanse. Żel/Maska. Sarah Chapman

Rapid Radiance Cleanse. Żel/Maska. Sarah Chapman


Tym z Was, które śledzą rytuały pielęgnacyjne na Intagramie, produkty Sarah Chapman ukazały się nieraz. Tym z Was, którym umknął ten temat powiem, że Sarah To angielska kosmetolog z wieloletnim doświadczeniem, która zaczęła robić kosmetyki. Robi to na naprawdę najwyższym poziomie. Produkty te bogate są w dużo substancji aktywnych, naturalnych olejków, ekstraktów gwarantuje to efektywne działanie  i zadowolenie wielu.  Do tematu Sarah podchodzi profesjonalnie, każdy produkt opatrzony jest filmikiem na temat jego właściwości i zastosowań.
Jeśli chodzi o produkty myjące w ofercie marki znajdziemy dwa rodzaje. Pierwszy z nich to bardzo popularny balsam Ultimate Cleasner, któremu na pewno kiedyś poświecę kilka chwil na blogu. To produkt powiedziałabym uniwersalny, niezwykle delikatny i przyjemny, dostosowany w zasadzie do każdego typu cery. Dzisiaj natomiast zajmę się innym produktem oczyszczającym od Sarah czyli Rapid Radiance Cleanse. To żel ukierunkowany na konkretne potrzeby skóry: czyli głębsze oczyszczanie i delikatne złuszczanie. Będzie więc znakomitym rozwiązaniem dla problematycznych, szarych, zmęczonych cer. Bezproblemowe też oczywiście nie będą zawiedzione, wszak każda cera złuszczenia potrzebuje. 
Rapid Radiance Cleanse to mądrze przemyślna formuła na bazie zielonej glinki, która jak wiem doskonale oczyszcza, wyciąga zanieczyszczenia, jest niezwykle pomocna w przypadku pielęgnacji cer problematycznych. Z innych ciekawych składników, które uwielbiam a które produkt ten zawiera jest kwas salicylowy, świetny na niedoskonałości, to ten kwas który ma bardzo małą cząsteczkę, dzięki czemu świetnie penetruje skórę i naprawdę szybko mierzy się z niedoskonałościami. Jest tu także kwas mlekowy. Oczywiście gdyby żeby żel bazował na tylko tych składnikach, mógłby wysuszać. Równowagi tym składnikom dodają witaminy (C i E)  i olejki z neroli, geranium czy bergamotki, dla uspokojenia skóry, nadania jej blasku i w efekcie przywrócenia lepszego wyglądu.
Muszę zatrzymać się przy zapachu. To niezwykła ziołowa, odprężająca mieszanka. Moje klimaty, jeśli jednak to ziołowe, swojskie i przy tym dość intensywne nie pasują Waszemu nosowi, nie zaiskrzy między Wami. Wiem sama po sobie, zapach to bardzo ważna dla mnie część produktu, i bywa że znakomite właściwości produktu przeszkadzają mi tak bardzo, że trudno wystawić mi pozytywną notę ogólną.
Żel nadaje się drugiego oczyszczania wieczorem lub też o poranku. Tutaj Sarah ma radę, sugeruje nałożyć produkt na skórę i potrzymać ją na buzi w czasie kiedy myjemy zęby. Zastosowanie produktu jako maski sprawi, ze wszystkie składniki aktywne będą miały szansę wniknąć w skórę i pokazać lepszy wygląd cery. Niezależnie jak stosuję ten czyścik, nie wysusza on skóry, nie podrażnia. Znakomicie oczyszcza, rozjaśnia i rozpromienia skórę. Pory są mniej widoczne a niedoskonałości ukojone. Tak przygotowana skóra lepiej przyjmie dalszą pielęgnację.  
Uwielbiam ten produkt, każda miłośniczka przemyślanej, zrównoważonej pielęgnacji powinna go spróbować :) ( 33 funty/100ml)